|
Mój blog poboczny Nieaktualne Varia Gadzi heino wodniki leelou Córcia Precel barbarella brunetka wieczorowa monitura pierzynka Mamy i ich boburki mama Sofki Elfica i Eryk Monstermama fenix-felix lisianora mrówka i jej mama Kusmirek Toandfro i Nela Helenka mała Mama Nulki Batmama i Mila Mama Trusi Pchełka cafe i cafieńka mamuta mama podwójnego nieba Mama Michała Matka dziecka Mamusia Tymusia Cesarzowa Kobiety i brzuchy |
Talula co dziecko lula!i do roboty chodzi dzień w dzieńWeekend Analiza bajki o Smrodku Magdusia: Dlaczego piesek Smrodek nazywa się Smrodek? Mamusia: Bo się nie myje Magdusia: Dlaczego kotek ucieka przed Smrodkiem? Mamusia: Bo kotki się piesków boją Magdusia: Nie, bo kotek boi się, że się zasmrodzi To po co pyta, jak sama taka mądra? Poza czytaniem bajek, których w ten weekend dokonałam w liczbie myślę sobie, letko licząc, 47 oraz opowiadaniem bajek w kolejnej liczbie 27, byłam jeszcze w kinie na filmie o skromniejszej cyfrze czyli NINE. Ziewałam na tym filmie jak smok, liczyłam kolejno wychodzących ludzi - 14 osób! I się gotowałam bo siedział po mojej lewej stronie koleś, który: W pierwszej minucie filmu, która zachwiała mą wiarą że fajnie spędzę dwie godziny, rzucił – Podoba mi się ten film! i zaczął rytmicznie klepać po udach w takt chyba własnej wewnętrznej muzyki w głowie, bo film niczego fajnego do klepania się nie produkował. Potem zaczął wymachiwać rękoma, bo chyba poczuł też w sobie moc dyrygenta. Następnie na ekranie pojawiła się Penelopa więc oczywiście też dotarło do moich uszu, że ona jest boska, wszystko cały czas okraszane klepaniem i drygowaniem. Postanowiłam nie być chamką i nie zwracać uwagi temu kolesiowi, że mi przeszkadza, bo w sumie dokonywał wielkiej sztuki bawiąc się na tym filmie. Ale nie dałam rady. Spojrzałam żałośnie, raz i drugi To się pyta ten mężyk o co chodzi. Uff, i przestał machać. 2010-02-08 09:54:52 skomentuj (0) Wrażliwiec Akcja psycholog upadła w zarodku. Dzień przed Madzia została zaprowadzona do pediatry i jedyne co ja do tego kusiło to wizja żelków, które potem dostanie. Sytuacja była na tyle napięta, że żelki zostały już napoczęte przed gabinetem. A w gabinecie płacze na sam widok miłej pani doktor i żadnej szansy na standardowe badanie. CUDEM udało się pomacać brzuszek, ale w trakcie wizyty trzeba było robić przerwy i wychodzić z gabinetu, bo Madzia nie dawała psychicznie rady i autentycznie cierpiała. No i weź to ją zbierz zaraz następnego dnia do kolejnego lekarza i jeszcze płać za to jak za zboże. To zrezygnowalismy i mamy kolejny deadline na 9 lutego. W każdym razie Madziusia zrobila wczoraj dwie kupki bez żadnych problemów i to mnie uskrzydla!!! 2010-01-27 09:46:29 skomentuj (2) Wychowywania trudne drogi Jutro idziemy do psychologa. Generalnie chodzi o upartą kupkę, która do nas ciągle falami wraca, a dokładniej wraca do nas ewidentny fakt jej niewydalania przez Madzię. Natomiast zamierzam jeszcze panią psycholog przepytać na temat innych frapujących mnie tematów – czy dobrze wychowuję Madzię, czy rozbudowany system gróźb i wykorzystywanie swoje ewidentnej władzy to na pewno dobry sposób na 3-latkę?, Czy zgadzać się na przeprosiny dopiero po wycałowaniu mamy i przytulaniu, gdy wiadomo, że mama już miętka jak czekoladka? A właśnie tak mam z Madzią. Siedziałam z nią sama weekend i miałam czas na obserwacje. W systemie gróźb Madzia chodzi jak w zegarku, ryki są przenikliwe ale krótkie, a matka ma nie jeden a dwa wielkie moralne kace. No więc w niedzielę pastuję buty. Madzia pędzi, próbuje mi je wyrwać z ręki. -Madziu, co chcesz z nimi robić? - Wyrzucić do śmieci (?) - Nie wolno tego robić – i trzymam te buty wysoko wykorzystując swoją fizyczną przewagę. Madzia w ryk i pod drzwi. Ja też wkurzona, bo zaraz mamy iść do teatru, tak więc teatralnym gestem zaczynam zdejmować ciepłe spodnie i wygłaszać, że do żadnego teatru nie idziemy bo się źle zachowuje. O zgrozo, Madzia przypada do mojej ręki i ją całuje oraz obiecuje być grzeczna. Nie powiem, żebym się po tym dobrze czuła. Oczywiście symbolika całowania po rękach dla mnie była trudna psychicznie, natomiast Madzia po prostu całuje tam gdzie sięga, więc oboje z mężykiem jesteś obcałowywani po kolanach, udach i pupach (!), bardzo często bez powodu, to znaczy z miłości. W tatrze był spokój i komitywa.
Po południu w domu rozgrywa się scena rozrzucania ryżu po pokoju. Mówię Madzi, że tak nie wolno i proszę żeby mi pomogła sprzątać.
Jak widać, Madzia bardzo sprytnie już sobie przyswoiła system gróźb i ćwiczy go na mamie warunkując nawet swoje przeprosiny. Ale mama też twardzielka. - Nie będzie żadnego Strażaka jak Madzia mamie nie pomoże sprzątać i nie przeprosi. Oczywiście ryk. W końcu: - Madzia przeprosi, ale w sypialni (jak mężyk zauważył, przepraszanie i tak ostatecznie odbywa się na Madzi warunkach) Idziemy więc obie do sypialni. Przed wejściem Madzia szelmowsko na mnie łypie i zadaje retoryczne pytanie: - Ciekawe czy Madzia mamę przeprosi…? Przeprosiła, potem skubnęła dwa ryże z podłogi i orzekła, że zmęczona. Ja tyko mam nadzieję, że Madziny wrodzony spryt przekuje się na jakąś pozytywną zaradność życiową. 2010-01-25 11:25:55 skomentuj (5) Rozmowy nocne warunkowe Madzia ćwiczy zdania warunkowe - ciągle jest "gdyby" i co by". Wszystkie warunki logiczne i poukładane. Naprawdę z trudem mogłabym się do czegoś przyczepić. A dziś padły takie dwa, pomiędzy 20 innymi: - A gdyby prysznic się zepsuł, to pan fotograf by go naprawił (Magdusia poznała dzisiaj dwa zawody: hydraulik i fotograf i jeszcze jej się plącze) - A gdyby Mamusia ubrudziła wszystkie bluzeczki, to chodziłaby w samym staniczku (półprzymknięte oczy, już przysypia i snuje swoje najwększe marzenia o mamie z obnażonym biustem). Ale potem przywołała się do porządku: Jakby mama ubrudziła wszystkie bluzeczki to by kupiła odplamiacz. I usnęła. 2010-01-23 21:32:27 skomentuj (1) Pogawędki Madzia oczywiście nie przestąpiła progu Bajkolandii. Z zeznania niani wynika, że stanęła jak słup soli przed drzwiami i nie dała się wepchnąć do środka. Wczoraj spróbowałam przeprowadzić z Madzią rozmowę na ten temat. - Magdusiu, czemu nie chcesz chodzić do Bajkolandii? - Brzydko tam jest - A co dokładnie jest tam brzydkiego? - Jak pani śpiewa To bardzo ciekawe bo Madzia chodziła na zajęcia plastyczne. Ostatnio chwaliłam się na czyimś blogu jak to łatwo Madzię usypiam, dwie bajki opowiadam i lulu. No i nasz schemat spania zaczyna się nadwyrężać. Od trzech dni Madzia żąda najpierw bajki czytanej, potem wchodzą standardowe bajki opowiadane w ciemności w ilości sztuk dwóch, ale jak są za krótkie to protestuje. I wtedy zaczynają się targi. - Opowiedz jeszcze o tramwajach. - O jakich tramwajach, jak się zderzyły czy jak był pożar? (taki mam repertuar) - Jak jechały - Ale potem był wypadek czy pożar? (muszę uściślić bo znowu mogą być pretensje) - Nic nie było, jechały Albo: - Opowiedz o Igim jak siedział cioci Magdzie na kolankach (Igy to kto kotek, którego Madzia niedawno odwiedziła u pewnej cioci Magdy) - Hę? A co jeszcze było w tej bajce? – błagam Madzię o więcej szczegółów - A Azorek (drugi kotek) siedział wujkowi Jarkowi na kolankach – pada wyczerpująca odpowiedź I weź tu wymyśl całą dramaturgię bajki pod tak rzucony temat! 2010-01-14 09:30:54 skomentuj (4) Nieustanne próby socjalizacji Wykonuję wczoraj telefon do dzieckowej zabawialni „Bajkolandia”: - Proszę pani, czy znajdzie się jutro jedno miejsce na zajęcia ze „Sprawnych rączek”? - Tak, oczywiście, poproszę nazwisko dziecka - Ja bym wolała się tak nie deklarować że na pewno przyjdzie, ponieważ córka ostatnio była trochę grymaśna i nie chciała chodzić (czytaj: spalę tą bajkolandię!, brzydko tu jest!, zniszczę te zabawki! – autentyczne okrzyki Madzi wyprowadzanej w pośpiechu przez nianię z owej Bajkolandii). Proszę Pani, jak ja się wstydu przez nią najadłam - się niania burzyła - Czy chodzi o Madzię? -yhy, no tak - to czekamy Mam tylko nadzieję, że Madzia nie wkroczy tam dziś o 11.45 z maczetą w ręku i równie groźnymi okrzykami. 2010-01-08 10:18:50 skomentuj (10) I po co to wszystko? Za chwilę minie mi rok noszenia aparatu na zębach. Po wyrwaniu 2 zdrowych zębów, suchych zębodołów, wyłażących resztek zębów z dziur zębodołowych (tak, tak!!!), NAPRAWDĘ myślałam, że może być już tylko coraz lżej i lepiej. Ale wczoraj zamontowano mi od wewnętrznej strony zęba metalowy guzik. Spoko to już chyba czwarty z kolei metalowy guzik. Po tym wszystkim, metalowe guzki w językach, oczach, sutkach nie zrobią nam nie nawet śladowego wrażenia. Natomiast pani lekarka na koniec guzikowej akcji się pyta: - Zakładała już pani gumki? - Jakie gumki? – pytam uprzejmie -A, to pani nie zakładała – dodała ze złowieszczym uśmiechem I nagle założono mi gumkę lateksową na jeden ząb dolny i dwa górne, za owe sławne guziki. Ja naprawdę myślałam, że to żart. Natomiast to nie był żart. Mam sobie łączyć obie szczeki na noc oraz wygospodarować 4 godziny w ciągu dnia, gdy nie muszę jeść/rozmawiać czyli FUNKOCJONOWAĆ. Ręce i nogi mi opadły. Muszę zostać mnichem, bo nie wiem jak to zadanie mam zrealizować w inny sposób. Jest jednak światełko w tunelu, że nie będę już musiała poszukiwać nowej diety, co robi każda szanująca się kobieta kultury zachodniej po świętach i innych ekstremalnych wydarzeniach obfitujących w nadprogramowe spożywanie, ponieważ gumka lateksowa mym stróżem jest! Jakie to tanie i wydajne! A poza tym: Madzia mi ostatnio powiedziała – gdy weszłam do pokoju – w którym z tatusiem dochodziło do radosnych ryków, gulgotów i tarzania się po rodzicielskim łóżku (chciałam się dołączyć): - Mamo idź….namysł…tam do kuchni……namysł…i coś sobie porób. Zważywszy, że Madzia ma znowu bzika na punkcie mojej obowiązkowej obecności w zasięgu 3 metrów, co przyjmuje ekstremalny wyraz w towarzyszeniu mi w toalecie i kładzeniu mi głowy na kolanach, cokolwiek bym w tej toalecie nie robiła, ekstradycja do kuchni to w sumie całkiem miły i zaskakujący przerywnik. 2010-01-05 09:53:15 skomentuj (7) |
|