talula blog

Twój nowy blog

Jestem zupełnie inna kobieta niż kiedyś. Jak czytam wpisy o Madzi, moje histerie na temat jej spania/niespania, szczegółowe sprawozdania z wielu nocy. Ło Matko Bosko! Moje życie dawne z dzisiejszej perspektywy wygląda jak jakiś koszmar. A teraz, sielanka!!! Naprawdę jest bombowo. Wystarczyło zmienić w moim życiu jeden drobny szczególik.

WYRZUCIĆ MĘŻA Z ŁÓŻKA!!!

On na kanapie w drugim pokoju, a ja kiedy bym nie zawędrowała do sypialni i jak cicho bym się nie poruszała, mam średnio zagwarantowane 10 minut samotności, by następnie usłyszeć kwękanie Anusi, której mózg zarejestrował, że mam się już położyła i myśli o swej maleńkiej. A ja wtedy z uśmiechem na ustach biorę swój cudny dzidziusiowi tobołek, przytulam do biustu, głaszczę po łepku i tak zasypiam w stanie zachwytu nad swoim życiem.

Z Madzia było mi zawsze niewygodnie, mężyk mnie zawsze wkurzał, że śpi tak sobie obok jak ja się męczę karmiąc nocą oraz próbując wyszarpać dla siebie skrawek łóżka. I jakoś do głowy inne alternatywy mi nie przychodziły. Przy trzecim planuję, aby to z mężykiem spały wszystkie nasze dzieci, a ja no nie wiem, będę sobie musiała kupić jakąś przytulankę!

 

Madzia w tym roku zdecydowanie wyniosła więcej ze Świąt Bożonarodzeniowych w porównaniu do wszystkich poprzednich lat.  Po pierwsze kazała się nazywać Maryją, tata został Józefem, mi i Ani przypadły poślednie role pastuszków skupionych wokół stajenki. No i poszło.

- Józef, chodź jedziemy do Egiptu – woła Maryja

- Józef, chodź mi pomóc z Jezusem – nawołuje Madzia ze stajenki czyli ze swojego pokoju.

I tak przez kilka dni, a ja tylko w głowę zachodziłam w którym momencie nasza zabawa staje się bluźniercza.

Poza tym Madzia była stosownie spowita w różne firanki poupinane na głowie bo się w kościele napatrzyła jak Maryja powinna się prezentować. Ksiądz na Kolędzie się zacukał jak Madzia zgłosiła potrzebę książki o Maryi, bo chce być taka jak ona, a więc potrzebuje książki by o tym poczytać.  Natomiast nie wyjawiłam księdzu, że Madzia utrzymuje –  iż świąteczny obrazek stajenki z opłatka to zdjęcie, które przedstawia ją (czyli Maryję) i tatusia (czyli Józefa).

Ostatnio, utrzymuje, że wróciła z Nieba od Jezusa i pobędzie trochę z nami na Ziemi.

Komplementy

4 komentarzy

- Mamo, ja chcę uróść taka piękna jak ty – mówi mi moja kochana Madziusia – wodząca po mojej twarzy paluszkiem. Chcę mieć taką skórkę jak ty – kontynuuje  – taką  kreseczkę na nosku (najnowsze dzieło paznokietka  Anusi, miesięcy pięć),  i takie dwie kropeczki (dwa pryszcze na czole). No kochane dziecko, nie powiem.

A wczoraj wieczorem mi powiedziała: „Dobranoc, moja kochana dupeczko”.

Zupełnie w ten nastrój nie wpisuje się mój mąż tekstami – „chodzisz chuda i blada”. Żebym jeszcze chuda była to bym mu wybaczyła te niesubtelne sformułowania. A tak to jestem jeszcze zła jak osa.

 

Moja Madzia

3 komentarzy

- Nie chcę iść do przedszkolaaaaaa! – jęczy poranna Madzia

- To chodź pójdziemy do zoo – słyszę dziarski głos tatusia i aż głowę z poduszki podnoszę co to za herezje

- Dobra! – woła uszczęśliwiona Madzia

- Pani Hania będzie żyrafą, Natalka sarenką, Marianka kotkiem – wylicza sprytny tatuś – nie mogę odmówić mu pomysłowości, Madzia weszła w zabawę.

- A Ty kim będziesz? – pyta tatuś

- Hieną.

Przynajmniej wiem, że uważnie oglądała ze mną ostatnio film przyrodniczy i słuchała wszystkich moich wyczerpujących wyjaśnień a propos uroczych padlinożerców.

Jesteśmy na bazarku przydomowym. Niańczę Anusię w chuście a Madzię ciągnę niemalże za włosy, bo ciemno jest i do domu się chce. Natomiast Madzia miała na bazarku kilka spraw do załatwienia. Przewróciła manekina w sukni, którą bardzo chciała mi pokazać, że jest dla mnie idealna, porwała następnie naszyjnik z innego manekina po to tylko by stwierdzić – prawda mamo, że piękny?

A następnie…

Zawisła na straganie z badziewiami.  Złapała szklany dzwonek (po kiego robi się szklane dzwonki?) i gdy już miałam puścić swoja tradycyjną wiąchę a propos dotykania rzeczy, których nie zamierzamy kupować, o cudzie ubiegła mnie sklepikarka.

A dziecko nie dotyka tych rzeczy – wrzask naprawdę niemiły

Na to Madzia złapała się rączkami pod boczki i bez wstydu wypowiada kwestię:

-Mam ochotę dać Pani w tyłek, proszę pani!

Dyskretnie przesunęłam się z Anią w boczek ,że niby moje to jedno, niech tam Madzia sobie podyskutuje.

Pani co ciekawe też coś do Madzi odwrzaskuje, nie wiem co, a Madzia dalej:

- Zobaczy Pani, proszę pani, że tu wrócę i wszystko sobie kupię!

Bo Madzia to w sumie kulturalna jest, zawsze „proszę pani” powie.

Znowu wpadłam w serię zadawania głupich pytań swojemu dziecku starszemu, czyli Madzi. Położyłam już kreskę na dogadanie się z nią w wieku tak młodym jak 4-5 lat. Ale miałam rzewną nadzieję na szansę w latach późniejszych. I wykwitło ze mnie pytanie dziś, któremu towarzyszyła bieżąca rozpacz nad potomkiem:
- Madziu, a Ty będziesz trudnym czy łatwym nastolatkiem?
- Trudnym – rzekło dziecię.

Spodziewałam się raczej odpowiedzi w formie pytania – a co to jest nastolatek, a tak to mnie tylko jeszcze bardziej wgniotła w podłoże.  Eh, ja nie umiem wychowywać dzieci, muszę się wreszcie do tego przyznać.

Mężyk się jakoś strasznie egzaltuje ostatnio pewną panią z którą współpracuje. Że taka mądra i książkę nawet opublikowała. No więc  łypnęłam na niego okiem i wyrwałam się z rytualnego wieczornego letargu, który uskuteczniam po uśpieniu dzieci.  Bo jak wiadomo nic tak nie podnieca jak niesamowity intelekt. To też spróbowałam czepiać się pozostałości, co by uznać, że ta osoba moją rywalką na pewno być nie może. I pytam:

Ja:  To brzydka pewnie?

On: No nie, ładna całkiem

Ja: Ha, gruba?  - pada następne standardowe pytanie, niezwykle ważne

On – nie, szczupła, chcesz zobaczyć jej zdjęcie ?-  mówi i już skanuje Internet w poszukiwaniu jej podobizny – eeee, tu jakoś wyszła jak czarownica – zreflektował się

Ja: wreszcie mówisz do rzeczy

A potem jeszcze znalazł jej bloga i chciał mi wysyłać link żeby poczytała! N o proszę nie mam co robić tylko czytać blogi szczupłych czarownic!

Przedszkolem Madzi zarządza dyrektorka dowcipaska. Wysłałam mężyka na zebranie i trzy razy kładłam do głowy, że interesuje mnie odpowiedź na jedno tylko pytanie:
- Jak mam się dostać do przedszkola z wózkiem, gdy na schodach nie ma podjazdu, a jakąś dziwna machina udająca elektryczny podjazd wygląda na nieruchawą?

Otóż tak, maszyna jest nieruchawa bo zepsuta jest i zepsuta będzie. A kto z Państwa jeszcze ma ten problem? Ośmioro na 200 rodziców? (teatralne zawieszenie głosu nad miałkim problemem nielicznych, upierdliwych ośmiu). To proszę Państwa zorganizujcie się i zbudujcie sobie podest!!!

Rzekła dyrektorka owego przedszkola.

Ja wiem, że być może w społeczeństwach bardziej ceniących współpracę i działanie na rzecz wspólnego dobra, takie dictum nikogo by nie zdziwiło. Ale jednak mam pewien dysonans bo to nie jest klub nocny, gdzie faktycznie ten problem dotykałby naprawdę promila i psiakostka należy to się chyba uczęszczającym jak psu buda. I oczywiście wspomnę jeszcze, że w sierpniu te schody remontowali. Nie wiem co naremontowali, ale betonu na spłaszczenie schodów ewidentnie zabrakło.

I nie wiem   -  czy załatwiać sprawę po dobremu (zbudować złoty podest z grawerką dziękczynną dla pani derektorki) czy też wytoczyć ciężkie działa w postaci odpowiednichku temu paragrafów tudzież dokonać jakiejś histerii na spotkaniu dla mieszkańców z panem burmistrzem?

A w sumie nic mi się nie chce po pojutrze mnie zawezwano do pracy. Masz ci los, muszę się umyć, ubrać, umalować oko i jeszcze wyglądać profesjonalnie z odsłoniętym piersiem i dziecięciem zaświśniętym na tym piersiu.

Nie wiem dlaczego poligamia wymarła w naszych demokratycznych społeczeństwach. Mi osobiście bardzo by się przydała.

Nawet nie wtedy kiedy szanowny małżonek opusza domostwo i za chlebem rusza w Polskę. Wtedy to ja sobie doskonale radzę  - wzywam mamę. Mamy są po prostu doskonałe i szalenie pomocne i jeszcze się taka mama kochana cieszy, że może pomóc i na wnuczki popatrzeć.

Natomiast jak ON wraca to ja naprawdę nie mogę. Ciągle jęczy, że zmęczony. Nie dość tego, po tych męczących podróżach szykuje się pograć w piłkę i naprawdę nie trzeba być wróżką by wiedzieć, że wróci z tego meczu z rozbitym palcem, kolanem, wklęśniętą szyją. No zawsze coś się dzieje. Teraz przyszedł z uderzoną łydką nożną  i nieznośną potrzebą masowania po plecach. A ja wieczorem to po prostu mam paraliż rak i nóg i masowanie ogromnych pleców męża bo ten się zmęczył na meczu powoduje we mnie wewnętrzny skowyt. Dlatego łaskawszym okiem patrzę na poligamię, jakaś druga głupia by go wymasowała i kanapki mu zrobiła i co tam jeszcze by chciał. A ja bym się nie denerwowała, miła była. W miarę miła oczywiście.

- Kto Cię nauczył tak krzyczeć?!!!!!!! – ryczy mój mąż do Madzi

Madzia skupiona na odrykiwaniu tacie, nie  udzieliła tak narzucającej się odpowiedzi, że pewnie od niego.

Ja nic w tym bajzlu nie zawiniłam, ale Madzia była na tyle rozedrgana emocjonalnie, że to ja usłyszałam, że nas nie chce i wymieni sobie rodziców.

 - A nie, na Ciebie nie jestem zła – zreflektowała się po chwili

- No dobrze Madziu, ale to jest okropne co powiedziałaś, to ja mam teraz z tatą spakować walizki i wyjść z domu? – pytam

- Tak

- A ty co zrobisz?

- Spakuję walizkę i pójdę za Wami.

To tyle a propos wymiany rodziców.

A wszystko poszło o wsadzenie palca w oko Ani. Tata się upierał, że Madzia wsadziła Ani palec w oko, a Madzia się zarzekała, że nie czuła na własnym palcu rzęsek Ani, a więc go nie wsadziła. A w ogóle to chciała pogłaskać po policzku. A wyszło jak wyszło.

  


  • RSS